Jak w prosty (ale łatwy do przeoczenia) sposób możesz przyjąć punkt widzenia klienta

Persony? Opracowane.

Dane klientów? Zebrane.

Strategia? Przygotowana.

Dogłębna wiedza o produkcie czy usłudze i problemach, jakie rozwiązuje? Oczywiście.

Zrozumienie klienta? Naturalnie.

Super platforma do automatyzacji? Pewnie, ją też masz!

 

Dysponujesz wszystkimi wymienionymi atutami – masz to, co potrzebne, aby przygotować kampanie pielęgnowania leadów, które pobiją na głowę Twoje zeszłoroczne wyniki.

Potrzebujesz jednak jeszcze czegoś: dobrego twórcy tekstów. Albo inaczej: potrzebujesz dobrego twórcy tekstów, który będzie umiał przyjąć perspektywę klienta – tak, aby prowadzone przez Ciebie działania faktycznie odnosiły skutek.

Tu właśnie zaczynają się schody. Łatwo jest bowiem powiedzieć, że trzeba przyjąć punkt widzenia klienta. W końcu każdy marketer wie, że to podstawa jego działań.

Jednak w praktyce okazuje się, że to bardzo, ale to bardzo trudne zadanie.

Lubimy myśleć, że umiemy wczuć się w położenie innych. Wyobrażamy sobie, że kiwamy głową ze zrozumieniem w reakcji na wszystko, co mówią nasi klienci. Przecież znamy ich tak dobrze, że właściwie mamy wrażenie, jakbyśmy nimi byli!

Prawda jest jednak taka, że bardzo trudno jest wejść w rolę klienta i spojrzeć na coś oczami innej osoby, bo nasze gałki oczne są bardzo mocno osadzone w naszych własnych głowach, nie zaś w cudzych.

 

Ale zaraz: co twórca tekstów ma tu do rzeczy?

Zatrzymajmy się na chwilę.

Chcę odnieść się do pytania, które zapewne wciąż nurtuje Cię po tym, jak z całą stanowczością stwierdziłam kilka akapitów wyżej, że: Potrzebujesz jednak jeszcze czegoś: dobrego twórcy tekstów.

Ale po co właściwie twórca tekstów w zespole? Masz technologię. Czyż umiejętność pisania nie jest czymś, co odchodzi do marketingowego lamusa?

Nie. To, że wykorzystujemy technologię, nie oznacza, że należy odpuścić sobie kwestię tworzenia tekstów. Wręcz przeciwnie: tekst jest podstawą dobrej historii. Dobrze dobrane słowa mogą w dużym stopniu wspierać dowolną technologię, jaką wybierzesz do tworzenia i wdrażania programów marketingowych.

 

Pisanie leży u podstaw działań marketingowych – nawet w świecie opanowanym przez technologię.

Ten problem istnieje w marketingu od wieków – tworzenie tekstów wychodzi nam fatalnie, bo piszemy to, co chcemy powiedzieć, nie zaś to, co klient chce usłyszeć.

Wiem, dlaczego tak jest. Zbliża się deadline. Czujemy presję, żeby szybko coś (cokolwiek!) stworzyć i wypuścić. I wtedy włącza się to, co mój przyjaciel Doug Kessler nazywa „wewnętrznym, niemilknącym głosem sprzedawcy”. Odzywa się nasze ego. I dopuszczamy, by obojętna, korporacyjna mowa raniła uszy naszych drogich odbiorców.

To czas, aby wczuć się w położenie drugiej osoby

Jaki jest więc ten „szalenie prosty” sposób na to, by spojrzeć na sprawy oczami klientów?

Wielu złych nawyków dotyczących pisania można pozbyć się jednym podstawowym ruchem: zamień się miejscami z czytelnikiem, zanim zaczniesz pisać.

Na początek napisz wszystko, co masz do powiedzenia z punktu widzenia swojej firmy. Pisz tak, jak chcesz i wszystko, co chcesz. Pozwól, żeby Twoje ego zostało mile połechtane. Jesteś przecież doskonałym autorem. Znasz się na tym!

A potem… odłóż długopis. Wstań od klawiatury. Nabierz trochę dystansu do tego, co napisałeś.

Zrób sobie chwilę przerwy.

Idź na spacer.

Napij się kawy.

Obejrzyj za jednym posiedzeniem cały sezon serialu Man in the High Castle (ale jeśli to faktycznie zrobisz, nie zdradzaj mi szczegółów, bo jestem na etapie sezonu pierwszego).

Prześpij się.

A potem wróć do swojego szkicu i zamień się miejscami z czytelnikiem. Dosłownie, możesz nawet wstać, usiąść z drugiej strony biurka i tam przeczytać tekst, jeśli to Ci pomoże. Masz nie tylko wyobrazić sobie, jak Twój czytelnik myśli. Wyobraź sobie, że wchodzisz w jego skórę. Że nim jesteś.

W skrócie chodzi o to, żebyś spojrzał krytycznym okiem na każde napisane przez siebie zdanie i zapytał: „Czy to faktycznie w jakikolwiek sposób pomaga czytelnikowi?”

Zwróć też uwagę na język, którego używasz. W eseju zatytułowanym „Polityka i język angielski” George Orwell napisał, że porządny pisarz zadaje sobie zawsze szereg pytań dotyczących tego, co i jak pisze:

„Co chcę powiedzieć?”

„Jakie słowa mogą to oddać?”

„Jaki obraz czy idiom pozwoli lepiej to wyrazić?”

„Czy ten obraz jest wystarczająco jasny, aby wywrzeć zamierzony efekt?”

„Czy można to powiedzieć krócej?”

„Czy wyraziłem się w niezbyt fortunny sposób, którego można było uniknąć?

Przyjmij krytyczny punkt widzenia. A potem przepisz swój tekst, jakbyś był jego czytelnikiem. Przeredaguj samego siebie.

W tym celu musisz jednak coś zrobić ze swoim Ego. Zamknij je w szafie. Wrzuć je do bagażnika samochodu. Przejdź się szybkim krokiem i zgub je na zatłoczonym przystanku. A jeśli to nie pomoże, zadaj Ego celny cios w szyję i pozwól Czytelnikowi zabrać głos.

A oto ten szalenie prosty sposób:

Pisz jak marketer. Niech Twoje Ego na chwilę zabłyśnie. A potem niech Czytelnik wkroczy do akcji i posprząta bałagan, jakiego narobiłeś.

 

Twoja kolej

Jak dobre copy i treści wpłynęły na Twoje działania marketing automation? Podziel się spostrzeżeniami w komentarzu.

 

BĄDŹ NA BIEŻĄCO:

Naciskając “Zapisz się”, wyrażam zgodę na przetwarzanie przez GetResponse sp. z o.o. (ul. Arkońska 6/A3, 80-387 Gdańsk) powyższych danych osobowych w celach promocyjnych, informacyjnych, reklamowych i marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych oraz na przesyłanie na podany adres email informacji handlowych od GetResponse sp. z o.o.
x

BĄDŹ NA BIEŻĄCO:

Naciskając “Zapisz się”, wyrażam zgodę na przetwarzanie przez GetResponse sp. z o.o. (ul. Arkońska 6/A3, 80-387 Gdańsk) powyższych danych osobowych w celach promocyjnych, informacyjnych, reklamowych i marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych oraz na przesyłanie na podany adres email informacji handlowych od GetResponse sp. z o.o.
x