Jak podnieść swoją wiarygodność w internecie?

Wiarygodność w internecie to nie tylko dobre opinie twoich klientów, profesjonalna strona internetowa czy hasła w stylu „działamy już od 20 lat”. Autentyczny przekaz sięga znacznie dalej, niż możesz sobie to wyobrazić.

 

Przez ostatnie kilka lat blogowania nauczyłem się pisać dokładnie tak, jakbym to ja sam musiał uwierzyć w to, co właśnie opublikowałem. Moi czytelnicy to ludzie dość odporni na standardowy przekaz reklamowy. Szukają wiarygodnej opinii człowieka, któremu mogą zaufać. Jeśli stracę wiarygodność w ich oczach, stracę wszystko.

O pisaniu przekonujących treści na pewno jeszcze ci kiedyś tutaj opowiem. Ale teraz pora na kilka innych elementów, które znacząco wpływają na twoją wiarygodność w oczach odbiorców.
 

Firma to ludzie

Możesz mi teraz zarzucić truizm. Ale ja bardzo często zupełnie tego nie czuję. Wielu pracowników nie chce i nie potrafi utożsamiać się nie tylko z firmą, ale i z usługami lub produktami, nad którymi codziennie pracują. To pierwsze światełko, które zawsze mi się zapala, kiedy próbuję znaleźć odpowiedź na pytanie, czy mogę zaufać tej firmie (czytaj: tym ludziom)?

Ale żebyś jeszcze lepiej zrozumiał, o co mi chodzi, sięgnę na chwilę pamięcią do czasów PRL-u. Wtedy nie było jeszcze masowej komunikacji marketingowej. Pan Henio, sprzedający pomidory na targu, nie docierał do swoich klientów ani przez radio, ani przez telewizję, ani nawet przez Facebooka. Co więc robił, że wszyscy tak chętnie kupowali od niego pomidory?

Budował indywidualne relacje. Opowiadał o swoim poletku, chętnie rozmawiał, znał swoich klientów, a oni jego. Zarzucił żartem, zapytał co u Ciebie. Miałeś nieodparte wrażenie, że gaworzysz z człowiekiem. Z takim, który nie jest tylko zwykłym sprzedawcą, a tym bardziej nie strukturą firmową lub awatarem.
Firma to ludzie. I to wcale nie oznacza, żebyś umieścił sztywną zakładkę „o nas”. Chętniej kupię od kogoś, o kim wiem trochę więcej, niż tylko stanowisko firmowe. Pokaż ludzi, a nie tylko pracowników.

 

Wspieraj idee

Na co dzień konkurujesz z wieloma innymi podmiotami, oferującymi podobne lub niemalże identyczne produkty. Ciężko ci się wyróżnić, a klienci nie zawsze podejmują racjonalne decyzje. Jednym z elementów, które bardziej przekonają do zakupu u Ciebie, niż u konkurencji (a jednocześnie podnieść twoją wiarygodność) jest tzw. mecenat.
Wyobraź sobie, że możesz powiedzieć swoim klientom: „dzięki nam powstał plac zabaw” albo „dzięki nam zdolni studenci pojechali do NASA”, etc.

Wspieraj oddolne inicjatywy, pomysły oraz idee, które są tożsame z twoją branżą lub wartościami, wyznawanymi przez twoją firmę. Content marketing nie polega tylko na tworzeniu własnych treści, które w praktyczny sposób pomogą twojemu klientowi.
Marketing treści to także wspieranie innych twórców, blogerów lub społeczności internetowych, skupionych wokół bliskiego twojej firmie tematu. Internet jest pełen pasjonatów, którzy chętnie dzielą się wiedzą, odpowiadają na pytania, gromadzą wiedzę. Dlaczego nie zostać ich ambasadorem? Dlaczego nie wspierać talentów? Dlaczego nie pomóc im się rozwijać?

 

Opowiedz o swoich wpadkach

Nic tak bardzo nie uwiarygadnia, jak historia z happy endem. Kiedy ludzie pytają mnie, co zrobić, żeby skutecznie sprzedać swój produkt lub usługę, mówię im: pokażcie problem lub ekstremalnie trudną sytuację, a następnie sposób, w jaki z niej wyszliście. Najczęściej na taką poradę reagują „chyba pan oszalał, nie będziemy pokazywać klientom naszych trudnych sytuacji”.

A to błąd. Potoczne „faile” bardzo uwiarygadniają. Zwłaszcza te, w których opowiadasz o sposobie rozwiązania problemu.

Polityk, któremu w programie na żywo wylała się przypadkiem kawa, dostaje 100 punktów wiarygodności. Bo on od razu staje się podobny do nas. Ma podobne problemy jak przeciętny Kowalski. Nam też czasem coś się wylewa, wypada z rąk, o czymś zapominamy. A gdyby taki polityk dorzucił jeszcze tekst „wiem, że są lepsze metody rozgrzewania zimnych ud, ale nie mogłem już dłużej wytrzymać – strasznie tu zimno”, jest gwarantowanym memem.

 

A co na dowód?

W komunikacji marketingowej liczy się każde słowo. Jeśli coś obiecujesz tylko słowem, w głowie twojego klienta od razu pojawia się pytanie: „a co o tym świadczy?”.
To zupełnie tak, jak z wpisywaniem niecodziennych form spędzania czasu wolnego w CV. Niewykluczone, że pasjonatów psychologii drobiu lub enologii mamy w kraju nad Wisłą całkiem sporo.

Ale co miałoby świadczyć o tym, że naprawdę ich to kręci? O wiele bardziej wiarygodny będzie link do twojej tablicy na Pintereście, gdzie zgromadzisz pogrupowane regionami zdjęcia szczepów winnych, z których robi się odpowiednio białe, czerwone lub różowe wina, niż słowna deklaracja, że „jesteś pasjonatem win”.
Oczywiście, nie ma nic złego w mozolnym przekonywaniu innych do siebie własnymi ustami. Możesz powiedzieć wprost: „jestem najlepszym mówcą” (hm, ciekawe, co o tym świadczy?) albo „kiedy ostatnim razem wchodziłem na scenę, prowadzący zapowiedział mnie: oto prelegent, który w ankietach uczestników dostaje 11 na 10 możliwych punktów”. Widzisz różnicę?

BĄDŹ NA BIEŻĄCO:

x

BĄDŹ NA BIEŻĄCO:

x