VIEWS

Zapytania ofertowe. Część 3: Ostatnie słowo

Marzec 2011 zdecydowanie stał na naszym blogu pod znakiem rozmów na temat wysyłania próśb o przesłanie zapytań ofertowych.

Dziękuję wszystkim za głos w dyskusji i wyeksploatowanie tego niechlubnego email marketingowi zagadnienia. Zapraszam też na ostatni tekst z tej serii, w którym chciałem Wam pokazać, że jednak zawsze można zrobić coś gorszego.

Po zebraniu Waszych wypowiedzi z grup dyskusyjnych na GoldenLine, komentarzy na blogu czy naszego Facebookowego fan page’a szybko stwierdziłem, że żadne zaawansowane narzędzia do analizy wydźwięku nie będą mi potrzebne. Wasz głos był absolutnie spójny: prośby o zgodę na przesłanie zapytania ofertowego to w 99% zła praktyka, która nie generuje żadnych pozytywnych rezultatów, a bardzo często zaważa na reputacji nadawcy.

Poniżej znajdziecie kilka Waszych wypowiedzi, które jasno odzwiercierdlają pogląd na omawiany temat:

Jakie zahaczanie o spam? Taka oferta po przesłaniu do firmy administrującej domenami powinna być wystarczającym powodem żeby domenę zablokować. Odechciało by się takim osobom robić takie rzeczy. Jedni wydają grube pieniądze żeby wysłać email stargetowany, albo walą kasę w reklamę outdoor a ten sobie śle bez konsekwencji za free.

Marek

Bezsensowna praktyka, która tak naprawdę nie przyniesie dobrych korzyści samemu wysyłającemu. Takie działania, mimo iż w majestacie prawa robią zły PR całemu e-mail marketingowi.

Katarzyna

Zdzierżylbym to gdyby chociaż te reklamy targetowali, ale jesli ja zajmuje się projektowaniem stron www, a otrzymuję e-mail z propozycją zaprojektowania nowej strony to szlag mnie trafia.

gdaq

Dla mnie to jest zwykły spam – bez znaczenia, czy w stopce napisali regułkę, czy nie.

Michał

Moim zdaniem takie „zapytania” w zdecydowanej większości nie mają nic wspólnego ani z dobrymi praktykami e-mail marketingu, ani z „obowiązującymi w Polsce przepisami prawa”.

Artur

Przestrzeganie prawa to za mało

Trafnie zauważyliście również, że omawiane przez nas mailingi to przede wszystkim balansowanie na granicy prawa i ogłupianie odbiorcy. Jeśli marka kontaktująca się potencjalnym Klientem zaczyna “relację” od wprowadzenia go w błąd (“Pytam Ciebie o zgodę, ale jednocześnie pakuję się z butami do Twojej skrzynki i próbuję sprzedać produkty, które mogą Cię zupełnie nie interesować”), to nie wróży dobrze na przyszłość.

Kiedy jedynym celem przyświecającym marketerowi podczas przygotowywania mailingu jest minimalna zgodność z obowiązującym prawem, to znaczy, że taka wiadomość nigdy nie powinna zostać wysłana.

Przeciętny odbiorca newsletterów spodziewa się relewantnej treści, przesyłanej zgodnie z preferowaną przez niego częstotliwością i oczekiwaniami określonymi podczas procesu powierzenia marketerowi zgody na komunikację. W przypadku, kiedy jedyne co nadawca może to zaoferować to nie łamanie prawa, taka relacja zostanie bardzo szybko zakończona poprzez rezygnację z newslettera bądź kliknięcie w przycisk spam.

Zawsze można gorzej…

Na koniec przykład najgorszej maści wiadomości, który trafił na adres naszego bloga. Tutaj marketer nawet nie stwarza pozorów pytania o zgodę, ale na starcie bombaruje nas informacjami o swoim produkcie. W stopce znajduje się link do wypisu, który oczywiście nie może być obdarzony zaufaniem w takich sytuacjach (spamerzy często używają ich aby zweryfikować aktywność adresu email, co owocuje dalszym zalewem niechcianej poczty).

Wszystkich tych, którzy nie zdążyli jeszcze zabrać głosu w tej dyskusji, zachęcam do udzielania się w komentarzach. Poniżej znajdziecie też linki do poprzednich części serii. Życzę nam wszystkim, aby takiej poczty przybywało do naszych skrzynek coraz mniej.

Już w środę na blogu znowu przeczytacie o permission email marketingu. O boomie na mailingi z segmentu “deal-of-the-day” rozmawiać będę z Karolem Milewskim odpowiedzialnym w firmie Groupon za online marketing.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO:

x

BĄDŹ NA BIEŻĄCO:

x